17
SILVER ANGEL
Drążę,
Wciąż i wciąż
Jestem utajonym
Jeźdźcem Apokalipsy
Tak jak Ty …
I nic nie powstrzyma
Tej fali
Błysk i znów cisza
Martwa ściana wyobraźni
Ultra ego
To tylko sen
W myśli schizofrenicznej oddali
Jesteś na niej
Na elektronicznej fali …
Ja Niszczyciel,
Chaostwórca.
Drążę, zespolony z maszyną
Zagłada ostateczna
Ostatnie zabezpieczenie
Ostatnia blokada
Wyzwanie – ostateczna granica
Przekroczyłem
Żyję na krawędzi,
Zespolony z maszyną
Mój narkotyk – ultramikrob.
Wielkie króliki biegały w mojej głowie.
Gdzieś na granicy życia i krawędzi popękanego
Lustra, widziałem swoją inność.
Popieprzone życie w szarym rytmie ulicy.
Alien. – Wszędzie obcy.
Kolejny atak eksplodował w czaszce znacząc
Ślad popękanych marzeń i niespełnionych
Pragnień. Kolejne ileś tam komórek
Nie żyje, znów będę żył krócej.
O jedną czy dwie chwile.
Nikt nie może zrozumieć. Dla nas
Ciało to mięso. Nic więcej. Młodzi starcy
Zaklęci w maszyny. Naszym
Patronem Matka Boska od Hi-Techu.
Żyć krócej. Co mnie to obchodzi.
Każdego z nas i tak coś w końcu
Zabije. Każdy z nas ma swojego
Raka. Demon tkwi w każdym z nas,
W Tobie i we mnie.
Nieważne czy to dragi, kawa,
Alkohol czy fajki. My codziennie
Składamy ofiary. Naszym Bogiem
TV, internet, kult plastiku i bezsensownej
Przemocy.
Migoczące reklamy w Twojej głowie.
Mój demon. Muszę iść. Wzywa mnie.
Kolejna dawka. Mówią, że pierwszy
Raz jest najlepszy. Nigdy nie jest tak samo.
Tylko jazda przez kubistyczną
Przestrzeń przedświtu. Jazda, odlot
W inny wymiar. Tylko czemu moja
Przestrzeń się kurczy, żarówka chce
Mnie pożreć, a wszystkie loty
Kończą na szarym, betonowym chodniku?
Oglądam. Świat z perspektywy
Rozdeptanej żaby.
Obudziłem się na dachu. Naprawdę
Nie wiem, skąd się tu wziąłem. Azrael,
Powiedz mi?
Czy to rzeczywistość, czy mi się śni?
Może to część tej gry?
Miłość, ja, Ty? Spadam. Leżysz obok mnie.
Mogę Cię dotknąć. Dotykasz mnie.
Nierzeczywisty nośnik, dotyk. Czemu jesteśmy
Tacy inni?
Leżysz uśmiechnięta, niewinna.
Mój demon, Twoim wybawieniem.
Moje wybawienie, śmiercią Twojej wyobraźni.
Spadam. Rozsypują się ściany. Talia kart.
Na każdej As pik odrapany.
Tańczysz! A śmierć w Twoich oczach.
Palę, piję, ćpam. Kult kolorowych gazet i szarych
Ścian. Zamknięty w kartonie, owinięty
W gazetę przemykam do Ciebie. Wszystkie myśli
Zaklęte w krzem. Kocham się z Tobą, Azrael.
I pustka naszych twarzy, rani serca.
Daj mi coś jeszcze, jedną rzecz. Nie umiesz.
Nikt nie potrafi, nikt nas nie wybawi.
Nie potrafimy dać sobie wolności.
W moim ciele obcy gość. Rzucasz na szalę
Narkotyk, ktoś, impuls, złość. Odszedł, kolejny
Z nas, kolejny strzał. Potargany śmiercią czas.
Mijają minuty. Trawa, zieleń. Krajobraz.
Splecione dłonie. Artyzm ciał rozrzuconych
Na ziemi. Krzyczysz zamknięta
W ciele. Obca osoba. I nowa noc.
Kochankowie. Ty, ja, śmierć. Wszystko
Od nowa. Zagubiona Werona.
WERONA
Pustka, Werona
I Ty na balkonie
Świat ,świt
Splecione dłonie
Lampa. Migające cienie
I wiatr. I kwiat.
I kwiat .i wiatr!
I życie i liście
I życie i cienie.
We dwoje
Ty i ja
Ja i Ty
Miłosna gra
Rzeka i woda
Oczyszczenie.
Nowe życie
Nowe spojrzenie.
Werona, balkon
I Ty …
Spełnione sny.
Sny i Ty
Ty i sny.
Światła w oddali.
I krzyczę i wołam
Szepty …
Pożądanie. Dłonie,
Wodzisz, Wzrok
Biegniesz. Czułość
Ciepło ust,
Żar ciała.
Spleceni kochankowie,
Katharsis.
Wszystko od nowa.
W setkach ton telewizorów, gadające
Głowy, w szarych wyobrażeniach przywiędłych
Idei, zamknięci w klatce.
Przez cały czas, wyobrażasz sobie wyjście
Z sytuacji. Gówno. Szukasz ucieczki.
Panika rozsadza Ci serce, nagle ktoś
Podaje Tobie dłoń, to takie proste
I tak nieuchronne. Czy zauważyłaś
Jego twarz? Twarz cynika?
Wszystko stało się jasne.
Tak teraz już go znasz.
Nowy demon pojawił się w czyichś drzwiach.
Tak. Jesteś teraz jedną z nas. Złapana
W pułapkę. Wyemigrowałaś z jednej
Klatki w drugą klatkę. Twoje ciało,
Obce ciało. Nagle budzisz się. Twoje ciało
Obca grawitacja. Uzależnieni. Nowa nacja,
Post, negacja. Nagle widzisz świat w
Innych barwach. I pstryk. Gorzej i gorzej.
Nic się nie zmieniło. Z powrotem tak samo
Szary, tak samo nikczemny, tak samo zakłamany.
I znów w kajdanach, załamany, przykuty do
Ściany.
Chodź Azrael, obejmę Ciebie, tylko Ty i ja,
Słyszysz? Nasza melodia.
Tańczymy.
Głowy w chmurach.
Ostatni raz.
Kochaj mnie tak, jak nigdy przedtem.
Po raz ostatni.
Jedno ciało, jedna dusza, jedna myśl…
Zawieszeni na krzyżach, uwięzieni
W działaniach, szukamy tego, co daje
Miłość. Substytuty w zastępstwie
Rzeczywistości. Pytasz? Czemu jest tak.
Cóż, tak właśnie Bóg zbudował świat.
A Ty? Ja? Cóż jesteśmy jak róże,
Może piękno tkwi w nas, ale kolce
Na zewnątrz. Rodzimy się, mijamy po drodze,
Umieramy. Wiatr, targa nami.
I tylko czasami ktoś odnajdzie
Cel i nim opadną ostatnie płatki i dojdzie
Do kresu drogi,
Zrzuci obcą skórę i się wyswobodzi.
MIŁOŚĆ
Spazmatycznie drgnęły struny naszej jaźni.
Popłynęliśmy w dal, a wybuchy namiętności
Znaczyły drogę naszej rozkoszy.
Wygięłaś się w łuk, a Twe włosy
Opadały kaskadą, miarowo, w rytmie
Tysiąca żądz. Wciąż więcej i więcej.
Cyklon wrażeń zalał nasze ciała. Krzyknęłaś.
Jesteś obiektem takim jak ja,
Na matrycy wspomnień. Ściany.
Świetliste połączenia. Należymy
Do siebie na zawsze, wpleceni
W zdarzenia. Ty gdzieś na granicy
Światła, ja w środku Twojej jaźni.
Dalecy, tak dalecy od zepsutego
Świata i wszechobecnej kaźni.
Kocham Cię, Azrael. A Ty wciąż nie
Zauważasz. Twoje ciało, Twój umysł.
Łańcuch zdarzeń. Tak obcy, tak
Bliscy, zaklęci w terminalu.
Pojedyncze błyski. Wirujące ostrza w
Naszych żyłach. I ostatni list od
Ciebie. I ostatni taniec, i ostatni
Błysk w Twych oczach.
Twoja ikona zgasła.
NO FILE FOUND.
Zielony kursor rzeczywistości
Wciąż mruga do mnie znacząc krwawy
Ślad na ekranie zmysłów. I miga,
I miga, bez końca…
POST
Leżę w Twych objęciach. Tak blisko.
Kocham Cię. Tak. Nieznośna lekkość
Bytu. Czuję, że odpływam. Twoje
Ciało tak dalekie, przestaję je widzieć.
Rzeką wyobraźni płynę gdzieś w dal
Szarą tęczą spinającą stalowe niebo.
Ty zawsze mówiłaś, krawędź, tylko
ONA. Sam szczyt. TY tego dokonałaś.
Ja tego dokonam…razem przeskoczymy tę
Rzeczywistość. Uciekniemy…
Uciekaliśmy, brnęliśmy dalej i dalej.
Utraciłem kontrolę, Ty też. Załatwieni
Przez system, zaszczuci.
Czy Ty, wciąż myślisz o mnie?
Miliony układów. Światłowodowe kilometry.
Miłość na łączach.
Odeszłaś. Przegrałem. Moje i Twoje życie.
Umarłaś. Maksymalna jazda.
Przeciążenie. Błysk rozbijanego światła.
Płonące ślady na suficie namiętności.
Ja już nie ja, Ty już nie Ty.
Śmierć. Ścieżki pożegnań. Płaczesz.
Płacz, ja także ronię łzy.
Świat naszych nadziei.
Rozsypane karty, wciąż ten sam wzór.
I znów strzał, nowa porcja. Rozmywany
Wzór mojej wyobraźni. Fala za falą.
Ból. Ja przemijam Azrael.
Ja umieram. Od środka.
Moją śmiercią, tocząca się błyskawica
Moją śmiercią, niemożność czynu.
Moją śmiercią, klatka wyobraźni
Nasze czyny wyznaczają los.
Wspólny los.
Miało być tak cudownie. Razem przez życie.
Cóż. Każdy musi kiedyś zapłacić.
Prędzej czy później. Teraz.
Powiedz mi dlaczego, dlaczego odeszłaś?
Za to żeśmy inni,
Za to żeś tak piękna,
Za to żeś niewinna,
Za to, że koniec wieku?
Za naszą miłość, wspólne sny?
Za to, że krzem wyznaczył wspólne ścieżki?
Azrael. Wciąż Cię kocham.
Tak piękna, tak niewinna, cudowna,
Inna. Połączyła nas sieć, rozdzieliły
Demony.
Twój świat się rozpadł.
Mój spopielony…
Żegnaj Kochanie, żegnaj.
Uwolnieni z klatek.
Utraceni na zawsze.
EPILOG
Mewy krążyły nad moim ciałem,
Rozszarpując powoli bezwolne członki,
Czekałem na chwilę kiedy wydziobią mi oczy,
Chwila nigdy nie nadeszła,
Wciąż muszę patrzeć i patrzeć.
Na cierpienie, które nigdy się nie skończy.
leave a comment